Znamy się już półtora roku. Teraz jest półtora roku. W tym
2015. Półtora roku. A nie rozmawiamy już od roku. Jak się poznaliśmy, ty
kochałeś inną kobietę. Mówiłeś mi o niej. Dużo opowiadałeś. Zawsze mogłeś na
mnie liczyć. Słuchałam. Doradzałam. Potem ja pokochałam ciebie. Tak na zabój.
Że bez ciebie żyć nie mogłam. Nie miałam po co. Ty miałeś złamane serce przez
tę A. Ja kwitłam. Żyłam nadzieją. Że może mnie dostrzeżesz. I wtedy to się stało.
6 grudnia 2013. Powiedziałeś mi, że tylko mnie chcesz. Nigdy nie usłyszałam nic
piękniejszego. Mało w życiu słyszałaś, dopowiedziałeś. A ja wiele słyszałam.
Ale nic nie zagotowało tak mojego serca. Jak ty. I twoje słowa. Potem czytałam
z twoich ust. Czekałam na więcej. Chciałam więcej. Wymagałam więcej. I było
więcej. Które być nie powinno. Poznałem kogoś. Ma na imię K. A potem dodałeś.
Zero szans, Natalia. Nawet nie „Natalko”. I powiedziałeś to tak poważnie. A
zazwyczaj żartowaliśmy. Mogłeś wtedy zażartować. Przyjęłabym to łatwiej. A ty
zburzyłeś cały mój świat. Ty zagotowane serce wrzuciłeś do najzimniejszego
zamrażalnika. I ono tam zostało. Nie wyciągałam go. Nie było potrzeby. Może nie
chciałam jej zauważyć. I wtedy. Bez mojego serca. Uciekłam. Wtedy napisałeś
ostatni raz. Dlaczego. Ja nie odpisałam. Nie wypadało powiedzieć. Że przez
ciebie. Więc nie odpisałam. I było najgorsze moje życie wtedy. Bez tego serca.
BO jeszcze nie umiałam wtedy tak bez serca. Szukałam cię wszędzie. Może
napiszesz. Może powiesz chociaż cześć. Nie mówisz do dzisiaj. Nie piszesz do
dzisiaj. Raz jeden napisałeś. Chwila rozmowy. Potem nie powiedziałeś cześć.
Czyli nic się nie zmieniło. Czyli jest tak do dzisiaj.
I to moje serce w tym
lodzie.