piątek, 27 marca 2015

"M"

Znamy się już półtora roku. Teraz jest półtora roku. W tym 2015. Półtora roku. A nie rozmawiamy już od roku. Jak się poznaliśmy, ty kochałeś inną kobietę. Mówiłeś mi o niej. Dużo opowiadałeś. Zawsze mogłeś na mnie liczyć. Słuchałam. Doradzałam. Potem ja pokochałam ciebie. Tak na zabój. Że bez ciebie żyć nie mogłam. Nie miałam po co. Ty miałeś złamane serce przez tę A. Ja kwitłam. Żyłam nadzieją. Że może mnie dostrzeżesz. I wtedy to się stało. 6 grudnia 2013. Powiedziałeś mi, że tylko mnie chcesz. Nigdy nie usłyszałam nic piękniejszego. Mało w życiu słyszałaś, dopowiedziałeś. A ja wiele słyszałam. Ale nic nie zagotowało tak mojego serca. Jak ty. I twoje słowa. Potem czytałam z twoich ust. Czekałam na więcej. Chciałam więcej. Wymagałam więcej. I było więcej. Które być nie powinno. Poznałem kogoś. Ma na imię K. A potem dodałeś. Zero szans, Natalia. Nawet nie „Natalko”. I powiedziałeś to tak poważnie. A zazwyczaj żartowaliśmy. Mogłeś wtedy zażartować. Przyjęłabym to łatwiej. A ty zburzyłeś cały mój świat. Ty zagotowane serce wrzuciłeś do najzimniejszego zamrażalnika. I ono tam zostało. Nie wyciągałam go. Nie było potrzeby. Może nie chciałam jej zauważyć. I wtedy. Bez mojego serca. Uciekłam. Wtedy napisałeś ostatni raz. Dlaczego. Ja nie odpisałam. Nie wypadało powiedzieć. Że przez ciebie. Więc nie odpisałam. I było najgorsze moje życie wtedy. Bez tego serca. BO jeszcze nie umiałam wtedy tak bez serca. Szukałam cię wszędzie. Może napiszesz. Może powiesz chociaż cześć. Nie mówisz do dzisiaj. Nie piszesz do dzisiaj. Raz jeden napisałeś. Chwila rozmowy. Potem nie powiedziałeś cześć. Czyli nic się nie zmieniło. Czyli jest tak do dzisiaj.
 I to moje serce w tym lodzie. 

"P"

 Początek weekendu. Ale nie tylko. Początek. Bo i koniec. Tygodnia. Ale mimo wszystko wiąże się z początkiem. Czegoś nowego. Najnowszego. Najinniejszego. Niecodziennego. Nadzwyczajnego. Początek. Bloga. O życiu. Lub nie. Bardziej o tym, co w głowie. Siedzi. Łazi. Leży. Plącze się.
 W głowie. Nic ciekawego. Aha!